O autorze
Łukasz M., lat 28, z wykształcenia technik komputerowy. Mieszka i pracujew Lublinie. O swojej chorobie dowiedział się rok temu, chociaż pierwsze objawy WZW C dawały o sobie znać już 4 lata wcześniej. Terapia trójlekowa jest jego pierwszą. Miłośnik aktywnego trybu życia – regularnie uprawia sport i dba o zdrową dietę.

Moje WZW C: Stawiamy czoła faktom - czas się przygotować... :)

Do października 2013 roku według lekarzy i w oparciu o wyniki byłem przedstawiany w różnych rolach od niemalże alkoholika do człowieka kompletnie pozbawionego aktywności fizycznej (kompletna bzdura - mimo wagi, sport to był dla mnie sposób na dobre samopoczucie od zawsze). Dopiero właściwe badania we właściwym kierunku ujawniły problem wysokich współczynników w większości badań...

Pewnego pięknego popołudnia kiedy to siedziałem ze znajomymi przy pokerze w połowie rozgrywki otrzymuję telefon od żony: przyjedź koniecznie w tej chwili do domu... Głos zdenerwowany, roztrzęsiony. Moja mina przy rozmowie musiała być nie tęga więc tym samym znajomi od razu "co tam i jak tam". Ja nic nie wiedząc lecę na łeb na szyję do domu bo nic przez telefon się nie dowiedziałem. No i wtedy właśnie żona przekazała mi tę informację. Nie miałem pojęcia z czym to się wiąże, ani co to w ogóle jest. No cóż, przypałętało się no to trzeba będzie to pokonać :) Kiedy wróciłem na pokera grało mi się już dużo łątwiej bo moja twarz nie zdradzała kompletnie żadnych emocji... Znajomym nic nie powiedziałem jeszcze długi czas samemu nie wiedząc z czym będę się mierzył.



W ciągu następnych paru dni dowiedziałem się więcej na temat choroby, a że dla mnie w większości przypadków szklanka jest do połowy pełna, od razu nastawiłem się na szybkie pokonanie stojącego przede mną wyzwania :)

Rozpoczęły się przygotowania: kompletna zmiana sposobu żywienia, liczba posiłków dziennie, kompletny brak alkoholu, jeszcze bardziej wzmożony sport (dochodziło do tego że w jednym tygodniu byłem na basenie, 2x na hali na piłce i na siatkówce). Dieta wątrobowa (zlepek diet : wątrobowej, lekkostrawnej oraz jeszcze kilku z internetu, które później zacząłem nazywać dietą wątrobową) zaczęła funkcjonować w moim życiu jak coś zupełnie naturalnego. Dosyć szybko przestawiłem się na tzw. nowe i nie wiem z czego to wynika, ale pewnie z nastawienia, zaczęło mi się to podobać :) Pewnie też dlatego, że dosyć szybko zaczęły być widocze i odczuwalne efekty w mojej formie. W między czasie wylądowałem na oddziale w szpitalu na 3 dni do zrobienia potrzebnych badań i potwierdzenia dodatniego HCV. Potwierdziło się...

Przez pierwsze 3 miesiące nie robiąc nic nadzwyczajnego, poza tym co opisałem powyżej, moja waga zaczeła się znacznie redukować a forma i kondycja rosnąć. Do końca grudnia zrzuciłem 18 kilo (zatrzymałem się na 106 ). Na wizytach u swojego lekarza prowadzącego w Klinice Chorób Zakaźnych dowiedziałem się m.in., że jeśli chodzi o planowanie rodziny, to w żadnym razie nie można podjąć leczenia i przebywać w jednym domu z ciężarną ponieważ leki wydzielają się poprzez skórę i bardzo niekorzystnie wpływają na rozwój płodu. Oznaczało to tyle, że albo staramy się o dziecko teraz i do rozpoczęcia leczenia musi się urodzić (termin leczenia pierwszy wyznaczony był na 1,5 roku od potwierdzenia HCV), albo będzie to możliwe dopiero po leczeniu trwającym rok + rok przerwy na regenerację i usunięcie niepożądanych substancji z organizmu. Jednym słowem dziecko teraz albo za 3 lata. Nigdy nie ma dobrego momentu w życiu na tego typu decyzje i im bardziej rozważaliśmy za i przeciw tym ciężej było coś postanowić. Zdecydowaliśmy się w grudniu i był to najlepszy ruch jaki mogliśmy poczynić :) W styczniu wiadomo już było, że się udało. Oczywiście robiliśmy badania żonie czy przypadkiem nie przekazałem jej czegoś oprócz tego, co chcieliśmy. Trzeba mieć świadomość, że istnieje możliwość zarażenia się tym wirusem podczas produkcji potomka :) (są to jakieś niewielkie procenty związane z mikroranami i otarciami - ale są!). Na szczęście, zgodnie z planem, żonie wyszło HCV ujemne.
Trwa ładowanie komentarzy...