NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Moje WZW C: Biopsja i inne ciekawe metody...

W styczniu 2014 zostałem przyjęty do szpitala w celu przeprowadzenia biopsji (pobierają fragment wątroby taką wieeelką igłą). Pobrany fragment ma za zadanie określić stopień zwłóknienia wątroby czyli innymi słowy - jak bardzo jest źle :) Tradycyjnie cały pobyt w szpitalu trwa 3 dni. Pierwszego dnia przygotowują do zabiegu i nic wielkiego się nie dzieje.

Drugiego dnia z samego rana (żeby nie powiedzieć o brzasku... - 4 rano! :) ) pobierają krew do określenia genotypu, wiremii i reszty badań niezbędnych oraz kwalifikujących do każdej z terapii. W międzyczasie opowiedziałem po kolei na te same i w kółko zadawane pytania przez, albo nieśmiałych, albo w ogóle nie zaangażowanych studentów. W zasadzie to miałem wrażenie, że zadają mi pytania ponieważ przeraża ich ta krępująca cisza pomiędzy końcem mojej wypowiedzi a następnym pytaniem :) Następnie przyszedł czas biopsji. Nie powiem, że byłem całkowicie spokojny, ponieważ generalnie boję się igieł, a ta wyglądała naprawdę pokaźnie. Ale można powiedzieć z pewnością, że byłem opanowany. W obecności kolejnej grupy studentów, kolejno wymacujących dogodnego miejsca do wkłucia, lekarz przeprowadził pierwszą próbę pobrania materiału. Wygięto mnie w dziwną pozę przypominającą chyba U albo coś takiego. Znieczulenie, nacięcie i pierwsze podejście - niestety nieskuteczne. Na szczęście procedura przewiduję możliwość poprawki stąd moje nerwy dalej są na wodzy :) Znieczulenie działa, nacięcie po pierwszej próbie też przecież się w minutę nie zamknie - niech kłują aż trafią pomyślałem...



Po drugiej nieudanej próbie pobrania materiału moja pewność siebie lekko podupadła, ponieważ okazało się, że procedura nie przewiduje dalszych podejść. Naturalnym pytaniem w tej sytuacji jest - co dalej?! No więc dowiedziałem się, że w takich przypadkach należy wykonać badanie zastępcze urządzeniem o nazwie Fibroscan. Miało to nastąpić jutro, a na dziś zostałem zabandażowany i położony w określonej pozycji żebrami w stronę łóżka, na lodzie i miałem tak leżeć kilka godzin. Nie powiem, strasznie uciążliwa sprawa...

Fibroscan to już pikuś przy biopsji :) W zasadzie to tak jakby ktoś robił nam USG jamy brzusznej i co jakiś czas mocniej przycisnął głowicą (głowica emituje impuls mechaniczny). Lekarz musi zdobyć 10 udanych prób i po badaniu. Wyszło mi, że według tej metody z moją wątrobą jest jeszcze nie najgorzej. Nie jest to nówka sztuka, ale i do marskości jeszcze kawałek - tak gdzieś połowa. Można powiedzieć- znowu pozytyw! :)

Trzeciego dnia po instruktażu medycznym, co będzie działo się dalej oraz potwierdzeniu wpisania na listę oczekujących na leczenie (czyli 1,5 roku chyba, że wcześniej zwolnią się miejsca) wypisano mnie do domu.
Trwa ładowanie komentarzy...